Najnowsze analizy opublikowane w piśmie „Biological Conservation” wskazują na światowy trend spadku liczby gatunków owadów i ich populacji w Europie. Ten alarmujący trend możemy zatrzymać. Jednym ze sposobów jest rzadsze koszenie trawników, a także ograniczenie wykorzystywania chemicznych preparatów w ochronie roślin. Pamiętajmy, że 90% owoców i ponad 30% wszystkiego co jemy, uzyskujemy dzięki owadom. Wszystkie potrzebują do życia dzikości, kwietnych łąk, nieskoszonych trawników, terenów bez środków owadobójczych.

Bardzo istotne jest także podnoszenie świadomości o najkorzystniejszym dla przyrody wyborze roślin w ogrodach. Unikanie roślin obcych i inwazyjnych (np. żywotników) na korzyść rodzimych kwitnących i owocujących krzewów (np. jarzębina, głóg, berberys, dereń, czarny bez itp.) jest istotnym czynnikiem zwiększenia bioróżnorodności.

Pamiętajmy, że 90% owoców i ponad 30% wszystkiego co jemy, uzyskujemy dzięki tym owadom. Wszystkie potrzebują do życia dzikości, kwietnych łąk, nieskoszonych trawników, terenów bez środków owadobójczych.

Dzika Infrastruktura nie taka straszna!

Ze względów przyrodniczych najlepiej opóźniać pierwsze koszenie jak tylko się da i przeprowadzić je dopiero na początku lipca. Zwróćcie też uwagę, że w taką upalną pogodę, po skoszeniu nie uda się zachować bujnego trawnika tylko… suche ściernisko.

Przeglądając różne lokalne grupy dyskusyjne widzimy wiele negatywnych opinii i niezrozumienia dla idei dzikości i zwiększania bioróżnorodności w mieście. To prawda, że pylące trawy są problemem dla obecnych alergików. Ale pamiętajmy, że to właśnie sterylizacja miast i brak kontaktu choćby z pyłkami powoduje alergie u dzieci. Dzikie łąki są więc szansą na lepsze życie kolejnych pokoleń mieszczuchów 🙂 .